Podczas jednego z warsztatów zadałem grupie liderów pytanie:
– Ilu z was przyszło dziś do pracy, mimo że powinniście odpoczywać w domu?
Kilka rąk w górze.
– A ilu z was siedzi tu ze mną, ale głową jesteście zupełnie gdzie indziej?
Śmiech. Prawie wszystkie ręce w górze.
Ten moment dobrze oddaje, czym jest presenteeism – obecność, która jest tylko pozorna. Pracownik siedzi przy biurku, odbiera telefony, loguje się na spotkania online… a jego zdolność do faktycznego działania spada niemal do zera. To zjawisko jest trudne do uchwycenia, bo nie ma go w Excelu, nie trafia do raportów HR. A jednak to właśnie ono drenuje energię organizacji.
To zjawisko nie pojawia się w danych, bo dotyczy jakości obecności, a nie jej liczby. Pracownik niby jest, ale jego realna efektywność jest mocno obniżona.
Powody są różne, ale najczęściej powtarzają się cztery:
w kulturze wielu firm bohaterstwo jest nagradzane – „u nas się nie choruje”,
ludzie boją się o pracę i wolą być „widoczni” niż ryzykować,
działa presja zespołu – „jeśli mnie nie będzie, inni dostaną moje zadania”,
no i jest systemowa norma: ci, którzy zawsze odbierają telefon, zbierają punkty, a odpoczynek bywa traktowany jak lenistwo.
Zdarza się, że firmy chwalą się niską absencją. Brzmi dobrze na papierze, dopóki nie spojrzy się na rosnącą liczbę błędów, reklamacji czy spadającą kreatywność. W praktyce – brak zwolnień lekarskich nie oznacza zdrowej organizacji.
Badania (Johns, 2010) pokazują, że koszty presenteeismu przewyższają koszty absencji kilka razy. WHO szacuje globalne straty na bilion dolarów rocznie. Ale dla mnie bardziej przemawiają obrazy z życia:
zespoły, w których formalnie wszyscy są, a realnie połowa nie ma siły,
liderzy, którzy cieszą się z pełnej frekwencji, a nie widzą, że efektywność spada,
pracownicy call center, którzy odbierają telefony z chrypką i kaszlem – bo przecież absencja „źle wygląda”.
To paradoks: organizacje nagradzają lojalność rozumianą jako obecność, choć w praktyce często jest to lojalność, która podkopuje wyniki.
Presenteeismu nie da się policzyć tak łatwo jak L4, ale można go uchwycić. Krótkie badania dobrostanu (pulse checki), pytania o energię i koncentrację, rozmowy 1:1 prowadzone przez liderów – to sygnały, które pozwalają zobaczyć, czy ludzie są tylko obecni ciałem.
Warto też patrzeć na nietypowe dane: zaangażowanie w inicjatywy dobrowolne, energia na spotkaniach, gotowość do dzielenia się pomysłami. To często lepszy barometr niż oficjalne wskaźniki absencji.

Pilotaże czterodniowego tygodnia pracy w Islandii i Wielkiej Brytanii (2021–2022) pokazały coś prostego: ludzie, którzy mają czas na odpoczynek, przychodzą do pracy bardziej obecni. Produktywność nie spadła, a w wielu firmach wzrosła. To mocny dowód, że regeneracja to nie luksus – to fundament wyników.
Pytanie brzmi: czy kultura organizacyjna pozwala na regenerację? Czy lider daje przykład, że można się zatrzymać? Czy HR mówi wprost, że przerwa to inwestycja, a nie słabość?
Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak budować kulturę, która wspiera dobrostan pracowników i minimalizuje ryzyko presenteeismu, zobacz nasz program szkoleniowy Zwinny HR.